Skip to content

Belgrave i Dandenong Ranges National Park

W sobotę (23 sierpnia) zmobilizowaliśmy się, wstaliśmy wcześnie i wsiedliśmy na Southern Cross w pociąg w kierunku do Belgrave. Przejazd trochę ponad godzinę, w trakcie okazało się, szczęśliwie dla nas, że nie musimy się przesiadać. Kiedy dotarliśmy na miejsce było dość chłodno i mokro, ale powoli się ocieplało. Zaraz przy dworcu zabytkowa kolejka Puffing Billy, świetna atrakcja, ale nie na zimę, bo bez szyb w oknach :-) Paweł już miał okazję z niej skorzystać na początku pobytu.

Miasteczko nieduże, sympatyczne, niektóre domki wymyślnej, acz słabej konstrukcji… Pokręciliśmy się po “centrum”, szukając kierunku na Park Narodowy, ale w zamian znaleźliśmy… świetną księgarnię, co jak zawsze zakończyło się większym wydatkiem ;-), ale znaleźliśmy parę ciekawych pozycji, w tym przewodnik po Nowej Zelandii i Australii razem, szczegółowy przewodnik po Melbourne i okolicach, oraz ciekawe opracowanie o rymowanym slangu Cockney (w stylu: bees and honey = money, to dla miłośników angielskiego :-)).

Z wypchanym plecakiem ruszyliśmy, trochę na ślepo (kiepskie oznaczenia) na Dandenong Ranges. Droga dość ruchliwa, niewyraźne pobocze i dość spory kawałek pod górkę, ale co to dla nas. W którymś momencie Paweł zauważył szyld z oznaczonym jakimś szlakiem, zeszliśmy kawałek, ale zawróciliśmy w miejscu, gdzie jedyną chyba opcją zejścia byłoby zjeżdżanie na pupie po błotku ;) Kawałek dalej spróbowaliśmy drugi raz, i tam już było lepiej. Trochę dzikszej przyrody, nad nami kolorowe papugi i inne ptaszyska, wokół masa potężnych eukaliptusów…

Dotarliśmy do końca jednego szlaku (dziwne oznaczenia, nie ma końca jednego, a już zaczyna się następny…), uwieczniliśmy na zdjęciu znak parku :) i usiedliśmy w pobliskim zajeździe (całkiem zresztą eleganckim, m.in. z zakazem wejścia w ubraniach roboczych ;) na niezły obiadek.

Po jedzeniu przeszliśmy się pieszo z powrotem do Belgrave. Najprawdopodobniej jeszcze tam wrócimy cieplejszą porą, żeby przejechać się kolejką i zobaczyć kawałek świata z punktu widokowego, na który niestety tym razem nie udało nam się dotrzeć z powodu niedoinformowania o połączeniach autobusowych (tutaj chyba zakłada się, że wszyscy mają samochody, na stronach internetowych nigdzie nie podają informacji o dojeździe).

W pociągu dopadło nas zmęczenie, zrobiło się cieplutko, słoneczko zaczęło świecić zza szyby i wszystko wokół nabrało zupełnie innych barw :) Idzie wiosna :D